Jest bilans noworodka, przedszkolaka i 7-latka to może być i 40-latka. U mnie wszystko „nówka funkiel”, jak to mówią a jedynie zrosty ścięgna lewej stopy to moje utrapienie. Podobno można to usprawnić zabiegiem chirurgicznym ale kto by się na to pisał? Na na pewno nie ja!  Pogodziłem się z tym. Cóż, biegałem jak wariat blisko 9 lat. Były piękne chwile moich małych, amatorskich triumfów, moje małe zwycięstwa ale też również mnóstwo porażek, nieprzemyślanych strategii biegu czy też elementy zwykłej głupoty. Jeszcze nie tak dawno temu nie wyobrażałem sobie jak to jest nie biegać, nie uprawiać mojego ulubionego sportu. Dzisiaj już wiem, jest to możliwe i nie całkiem straszne. Owszem, biegam sobie (czy też raczej będę niedługo) w weekend, kiedy znajdę czas, ale raczej dla zdrowia, kibicując gorąco moim biegającym kolegom. Od nowego roku wracam na siłownię 🙂 W październiku i listopadzie nie kalkulowało się inwestować w miesięczny karnet – i tak nie znalazł bym czasu na treningi więc odpuściłem sobie.

W przededniu świętowania moich 40-stych urodzin pomyślałem, że zastanowię się nad bilansem moich nie tylko sportowych (biegowych) i nie tylko dokonań. Co się udało zrobić? Czego nie udało? Z tych bardziej sportowych obszarów to przede wszystkim:

  1. Pasja sportu – zawsze mnie ciągnęło  do sportu. Nieważne co to było, siłownia, bieganie, czy inne drobne epizody w szkole podstawowej – zawsze coś mnie ciągnęło do sportu. Chyba mam taką naturę, żę lubię coś ciągle robić.
  2. Maraton(y) – przebiegłem pierwszy po roku biegania z czasem 3:25. Pamiętam jaki byłem dumny. Wynik jak na debiutanta z nadwagę zupełnie przyzwoity 🙂
  3. Ambicja – zawsze jak się czymś zaraziłem chciałem postawić sobie cel i go zrealizować – w sferze biegania udało się 🙂 Chciałem schudnąć? – zrobiłem to, chciałem „dwójki” w maratonie – też się udało. Nie ma nic lepszego niż wyznaczanie sobie celów i ich realizacja. I tak:
  4. Schudłem – za 105 do 76 kg, kiedy to naprawdę kręciłem mnóstwo kilometrów. Wcześniej pięć lat na siłowni a po zakończeniu ćwiczeń zapuściłem się nieziemsko. Dzisiaj z tych 76 kg oczywiście niewiele zostało ale trzymam wagę w równowadze. Brzucha nie mam – to się liczy.
  5. Złamana granica 3:00 w maratonie – zrobiłem to w 2012 roku we Wrocławiu. Biegłem trochę zachowawczo i dość luźno z czasem na mecie 02:58:33. Prawdziwe możliwości tamtego sezonu pokazałem miesiąc później we Frankfurcie (2:54).
  6. Wygrany I Orlen Warsaw Marathon – kategoria pracownik Grupy Orlen. Pamiętam, że dałem z siebie więcej niż mogłem. Pobiegłem ten bieg na 101%. Wynik 2:53:55. Nie sądziłem że wygram ale chciałem pobić swój personal best. Udało się. Nie zapomnę tych chwil i braku komentarzy tych co bardziej złośliwych, którzy wcześniej średnio przychylnie patrzyli na moje wyniki i niezdrowo komentowali to na chacie klubowym (klasyczny hejt).
  7. Zarażanie innych – dzięki mnie kilku kolegów zaczęło biegać a drużyna ANWIL TEAM rozrosła się i działa dalej. Tak trzymać.

Ale najważniejsze co udało mi się osiągnąć pozostaje w sferze pozasportowej. To wspaniała córka i cudowny ponad roczny synek, z których jestem bardzo ale to bardzo dumny a który dostarcza mi masę wzruszeń, szczęścia i mnóstwo uśmiechu.

dsc_0001

Osobny rozdział to moja kochana Małgosia – bez niej wiele rzeczy by się w ogóle nie udało. Jej heroiczna walka i osobiste sukcesy w walce z chorobą są nie do porównania z żadnymi moimi „pseudo” dokonaniami. To temat nie na artykuł – to temat na cały blog.

dsc_0011

Czy czegoś się nie udało? Pewnie w sferze sportowej nie udało się poprawić tego wyniku maratońskiego i ustalić go na poziomie 02:49 choć wiem, że było to możliwe. Chociaż z drugiej strony, jakie to ma tak naprawdę znaczenie?

Share:
Autor: Paweł Zawadzki
Hej. Jestem autorem bloga runfun.com.pl. Moją pasją jest między innymi bieganie, które z przerwami (raczej mniejszymi) uprawiam od 2008 roku. Cieszę się że zajrzałeś na moją stronę. Miłej Lektury :)