Problemy ma każdy z nas, są czasem myślę nieodłącznym elementem naszego życia. No tak już niestety jest. Kto ich nie ma? Wszyscy je mają ale nie wszyscy potrafią sobie z nimi radzić tak jak by tego chcieli, a niektórzy wogóle. Czasem mamy je na własne życzenie a czasem spadają nam na łeb jak grom z jasnego nieba bez naszego sprawstwa kierowniczego. Niezależnie w jaki sposób one występują to nasze problemy są dla nas najważniejsze i często bagatelizujemy problemy innych – trudno się temu zresztą dziwić. Nie ma tak naprawdę ekspertów od rozwiązywania problemów i nie ma jednej recepty na skuteczne się ich pozbycie ale może moja filozofia komuś się spodoba?

Problemy w pracy, problemy w szkole w związkach, problemy z dziećmi no i te szczególnie trudne czyli zdrowotne. Masa tego do ogarnięcia dla człowieka, tym bardziej dla wrażliwca. Tym wrażliwym jednostkom jest szczególnie trudno opanować stres związany z problemami i stąd ich wizyty w gabinetach psychologów.

Radzenie sobie z problemami to niezwykle przydatna umiejętność, której również można się nie tyle nauczyć co przyzwyczaić w pewien szczególny sposób.

Jak radzić sobie z problemami?

Może dobrym rozwiązaniem na to pytanie jest historia, która przytrafiła się mojemu przyjacielowi Marcinowi w jednym z londyńskich pub’ów. Otóż popijając piwo Marcin oddawał się refleksjom nad problemem który go dotknął. Widocznie minę miał nietęgą skoro przysiadł się do niego niemłody już dystyngowany mężczyzna z gustowną apaszką pod szyją. Zagaił pytając czy coś Marcina trapi? Marcin niechętnie przytaknął nie wdając się w szczegóły zmartwienia wspomniał tylko że ma problem i za bardzo nie wie jak go rozwiązać.  Anglik flegmatycznie wzdychnął i powiedział, że już sporo żyje na tym świecie i sporo widział i ma dość bogate doświadczenia związane z rozwiązywaniem problemów. Ma na to znakomitą metodę, która u niego się sprawdza. Otóż dzieli on problemy na dwie kategorie: te które może rozwiązać i te problemy których rozwiązać nie jest w stanie. Te pierwsze rozwiązywalne – rozwiązuje od razu bądź podejmuje wszelkie możliwe działania w tym zakresie (więcej niż może i tak nie zrobi – logiczne), natomiast o tych drugich (nie do rozwiązania) zapomina – bądź stara się zapomnieć (no i tak w zasadzie nic poradzić więcej nie może). Dzięki temu jest dużo szczęśliwszym człowiekiem, bo co tu dużo mówić – mniej problemów – lepsze życie!

Wnioski można z tej historii wyciągnąć następujące:

  1. Nie lamentuj i nie narzekaj w koło, że masz problem. Zacznij szukać rozwiązania i wybierz najlepszą drogę.
  2. Olbrzymią większość problemów da się jednak przecież rozwiązać.
  3. Rozwiązuj problemy na bieżąco – nie odkładaj ich na później.

Jak radzić sobie z problemami

Wydaje mi się, że metoda ta (też ją stosuję) sprawdza się przy problemach o mniejszym kalibrze gatunkowym. Przy problemach poważnych trudno sobie wyobrazić skuteczny mechanizm wyparcia z głowy zmartwienia. Inna sprawa z problemami, które mamy na własne życzenie i jesteśmy autorem czy też spirytus movens takiego zjawiska. Radzę zastosować myślenie ludzi sukcesu, że nie ma porażek – są tylko informacje zwrotne! Z każdą wtopą tak naprawdę powinniśmy być mądrzejsi o nowe doświadczenia i wykorzystywać wiedzę życiową po to, aby uniknąć problemów na przyszłość.  Nie popełniaj błędów to nie będziesz miał dodatkowych zmartwień. Krótko mówiąc, ucz się na błędach!

A co z problemami nie do rozwiązania?

Są niestety takie również. Najgorsze to te związane głównie ze zdrowiem a w zasadzie z jego brakiem. Generalnie wyznaję zasadę że trzeba zrobić absolutnie wszystko co jesteśmy w stanie. Dopiero mając świadomość, że nie popełniłem grzechu zaniechania, że wykorzystałem wszystkie dostępne możliwości rozwiązania problemu, mógłbym uznać, że problemu nie dało się rozwiązać i trzeba spróbować się z tym niestety pogodzić. Póki jest promil szansy trzeba działać i próbować rozwiązać problem.

Ostatnio przeczytałem, że na łożu śmierci ludzie w pierwszej kolejności żałują że nie żyli tak jak chcieli, podejmowali decyzję z myślą o innych a nie o sobie i swoim szczęściu – po prostu nie byli lekkimi egoistami. Obawiali się wyjść poza strefę komfortu – po prostu obawiali się otoczenia, jego opinii, oczekiwań wobec nich samych w efekcie czego nie podejmowali ryzyka – bali się ewentualnych problemów mogących pojawić się po podjęciu odważnej decyzji. To daje do myślenia. Może nie warto bać się problemów i po prostu żyć pełnią życia?

Jeden z byłych premierów powiedział że 95% problemów rozwiązuje się sama a te 5% procent nierozwiązanych to niezły wskaźnik 🙂

Największy błąd jaki możemy popełnić w życiu, to poddanie się lękowi przed popełnieniem błędu Elbert Green Hubbart

A co wy o tym myślicie?

Share:
Autor: Paweł Zawadzki
Hej. Jestem autorem bloga runfun.com.pl. Moją pasją jest między innymi bieganie, które z przerwami (raczej mniejszymi) uprawiam od 2008 roku. Cieszę się że zajrzałeś na moją stronę. Miłej Lektury :)