Ano by się pobiegało, tak można rzec. Wstałem dzisiaj o 4:30 rano. Czy ciężko było się zebrać? I tak i nie. Tak, dlatego, że zerwałem się wcześnie rano a to pora dnia zabójcza. Nie, bo poczułem że przez te dwa tygodnie brakowało mi biegania. Tego specyficznego zmęczenia które dodaje energię. Fakt, sporo rzeczy na głowie, trochę jeżdżenia, niesportowego trybu życia ale trzeba się wziąć w garść i robić swoje. W tak zwanym międzyczasie miło mi się zrobiło jak zobaczyłem postępy moich kolegów z Włocławka – serdecznie wszystkim gratuluję! Zwłaszcza Mariuszowi, który biega od wielu lat na bardzo wysokim poziomie. Gratuluję nowej życiówki! (Berlin 02:45). Trzymaj Mariusz tak dalej!

12074727_1500104123622465_8362011743569927479_nNiedługo ważna rzecz w życiu zawodowym – dłuższy urlop zwany „tacierzyńskim”, którego już nie mogę się doczekać :-). Mam cichą nadzieję, że synek Piotrek Paweł z wyrozumiałością będzie patrzył na moje pompki, brzuszki i te inne „chińskie paragrafy”, które będę wykonywał na podłodze, przynajmniej 3 razy w tygodniu. Oby tylko nie płakał :-). Powinienem ze dwa razy w tygodniu pobiegać z samego rana aby spiąć plan treningowy połączony z gimnastyką. Sądzę, że na urlopie godzina 5 rano będzie jak najbardziej do ogarnięcia. Może na wiosnę ogarnę jakiś wózek do biegania i pobiegam z Piotrkiem? Sądzę, że to niezły pomysł. Kupię jakąś używaną maszynę, która jeszcze posłuży. Teraz po pierwsze, że za zimno trochę to jeszcze Piotrek jest chyba trochę za mały na takie wyczyny. Na wiosnę będzie w sam raz na takie eskapady biegowe. Może wystartujemy razem na jakimś krótszym dystansie? To było by coś!

Trening wykonałem…… 2 kilometrowy. Wróciłem szybko do domu z powodu bólu achillesa i bólu wewnętrznej strony stopy gdzieś nad sklepieniem. Te dwa miejsca promieniują na cała stopę. Nie było sensu biec dalej bo to pogorszy tylko sprawę. Trzeba spróbować za tydzień. Wielka szkoda bo chciałem zacząć znów biegać, tym bardziej, że Małgosia zagrzewała mnie do porannego treningu, wręcz wypychała słownie na trening. W poniedziałek wykonałem gimnastykę w domu, również pod lekkim nadzorem Piotrka – mojego najmłodszego kibica, który ciągle do mnie się uśmiecha. Cudownie! Czuję dzisiaj lekkie, przyjemne zakwasy. Czuję że żyje.

Zdjęcie0110

Na dworze co prawda trochę niefajnie, zrobiła się pogoda do biegania trochę nie dla mnie, lekko chłodno,, wietrznie, trochę mżawki, której nie lubię, ale nie ma co narzekać, przecież jest jesień. Leginsy ocieplane podobno kupione i czekają na odbiór, który nastąpi w piątek. Wszystko układa się świetnie gdyby nie ta nieszczęsna stopa, która nie daje mi spokoju od półmaratonu praskiego. Bieganie z takim bólem mija się z celem a finałem takiego biegu będzie przedłużona pauza treningowa. Trzeba zagryźć warę i spokojnie czekać, choć nie jest to łatwe.

Rozpisałem sobie również wstępnie plan treningowy pod wiosenny maraton. Taki realny, z ostrożną ale przecież niezbędną ambicją, który powinienem móc zrealizować. Plan jest oparty na praktycznym doświadczeniu i znajomości mojego wątłego ciała a finałem tego planu powinien być realny ale w miarę ambitny wynik.

31 stycznia przyszłego roku, jeżeli nic nie będzie doskwierało zdrowotnie, rozpocznę 12-sto tygodniowe bezpośrednie przygotowanie startowe do Orlen Warsaw Marathon 2016. Do tego czasu trzeba wypracować dobre podstawy do treningu pod konkretny start. Chciałbym znów pobiec i czerpać z tego frajdę. Zobaczymy jak się wszystko ułoży – jest dużo za wcześnie aby snuć tak precyzyjne plany, a w kontekście tej stopy to już wogóle wróżenie z fusów.

A tymczasem na śniadanie, zgodnie z wpisem pierwsza porcja warzyw i owoców plus białko, dodatkowo nafaszeruję się wodą.

20151013_075452 (1)

Smacznego!

[related_post themes=”flat”]

Share:
Autor: Paweł Zawadzki
Hej. Jestem autorem bloga runfun.com.pl. Moją pasją jest między innymi bieganie, które z przerwami (raczej mniejszymi) uprawiam od 2008 roku. Cieszę się że zajrzałeś na moją stronę. Miłej Lektury :)