I po biegu, na który czekałem z niecierpliwością po dwóch latach nie biegania w takich imprezach. Chciałem również pobiec w tym biegu aby w końcu zaliczyć Maraton Warszawski bo trochę obciach, że w ogóle w nim nie startowałem. Poza tym, wykonałem wcześniej dwa podejścia do maratonu i z przyczyn zdrowotnych nie udało się wystartować. Zrzuciłem to na pechową 13, bo to miał być mój trzynasty maraton. Na okoliczność startu „uzbroiłem” się nawet w nową koszulkę startową – jak święto to święto! Bawimy się 🙂

12004844_1641617396077941_7135846887170983050_nNa początek czas – 03:36 Jak bym popatrzył na moje wcześniejsze wyniki to wypadł by ten wynik blado, delikatnie rzecz ujmując. Różnica od najlepszego to ponad 40 minut. Z drugiej strony, ograniczenia czasowe, walka z achillesem a na końcu przeziębienie, nie pozwalały na oczekiwanie czegoś więcej. No bo jak oczekiwać więcej jak się biegało po 45 km tygodniowo? Nie było szans, choć liczyłem że jestem w stanie pobiec 3:20.  Dałem z siebie maximum moich możliwości biegnąć naprawdę spokojnym tempem na tętno około 158 i sądzę że plan by się powiódł gdyby nie achilles (dziwne bo nie ten który mi doskwierał) i skurcze prawej nogi, a dokładnie mięśnia dwugłowego i czworogłowego. Ogólnie to cała prawa noga do wymiany :-(. Co do achillesa, to nie ma w tym specjalnie mojej winy, zwyczajnie coś takiego się dzieje i nic się na to nie poradzi. Ale skurcze to wynik braku treningów i przyzwyczajenia mięśni do długotrwałego wysiłku. Brak treningu wytrzymałości i wytrzymałości tempowej. Nie ma co tu pisać o braku magnezu, potasu i takie tam. Koniec kropka.

Najważniejsze jednak jest to, że zaliczyłem pechowy 13 maraton i pomimo trudności udało się dobiec do mety. To najważniejsze dla mnie, Chciałem ukończyć ten bieg i udało się. „Dopóki walczysz – jesteś zwycięzcą” mawiają. Ja, pomimo słabego czasu powalczyłem z dystansem a głównie z nogą. Czy jestem zwycięzcą? Nie postrzegam tego wydarzenia w taki sposób. Raczej cieszę się że udało się ukończyć bieg i nie zejść z trasy. Bałem się, że zrobię sobie większą krzywdę w tą nogę, np. zerwę ścięgno. Na szczęście dzisiaj chodzę jako tako.

maraton_warszawski_wrzesien_2015_731Co do samego biegu, to tak naprawdę pierwszy raz bawiłem się bieganiem, nie nastawiałem na życiówkę, biegłem bez niepotrzebnej presji i nie napinałem się na rekordowy wynik. Biegłem w doborowym towarzystwie Michała, który ukończył zmagania z czasem 3:29. Większość dystansu biegliśmy razem i choć gadka się nie kleiła to było raźniej. Oczywiście było ciężko i ostatnie kilometry to walka z prawą nogą ale jakoś się udało. Wbiegając na stadion spiąłem się i wysiliłem na uśmiech, zrobiłem też obowiązkowy samolot. Nie po to biegnie się 42 km aby na 195 m się nie wysilić do pamiątkowej foty i pomachać kibicom na trybunach.

Jak by mnie ktoś zapytał jak oceniam wynik 3:36 to oczywiście odpowiem że jestem z niego niezadowolony ale mam niesamowitą frajdę, że mając lat prawie 40 jestem w zupełnie niezłej kondycji, dużo lepszej niż pokolenie 20-letnich fanów facebooka, nie wspominając o większości moich rówieśników. Dla mnie bieganie teraz to raczej teraz forma zabawy ale chylę czoła ludziom, którzy potrafią się poświęcać i biegać naprawdę szybko. Tak trzymać panowie i panie! Tacy mocarze też muszą być! – szacunek. Poza tym, podczas biegu minęło mnie naprawdę wiele osób i borykając się z problemami popatrzyłem sobie na spektrum wiekowe społeczeństwa. Biega naprawdę dużo ludzi w każdym wielu, w tym sporo starszych, a może lepiej napisać – dojrzałych. Wspaniale!

W kolejnych dniach napiszę szczegółową relację z biegu a póki co trzeba trochę dać nogom (zwłaszcza prawej) trochę odpocząć.

[related_post themes=”flat”]
Share:
Autor: Paweł Zawadzki
Hej. Jestem autorem bloga runfun.com.pl. Moją pasją jest między innymi bieganie, które z przerwami (raczej mniejszymi) uprawiam od 2008 roku. Cieszę się że zajrzałeś na moją stronę. Miłej Lektury :)