Trzeci tydzień zmagań za mną. Infekcja nie zostawiła po sobie prawie żadnego śladu za wyjątkiem lekkiego kataru, który nie jest już zbyt uporczywy i można spokojnie spać. Jak minął trzeci tydzień wyzwania i jakie przyniósł efekty? Relacja poniżej.

Bieganie

Jak pisałem wcześniej, zacząłem tydzień od poniedziałkowego prawie 13 kilometrowego biegu, który kosztował mnie ponad 1086 kcal, czyli całkiem sporo, zwłaszcza że 16% kcal pochodziło z rezerw tłuszczowych.  Poprawiłem poniedziałkowy trening biegowy w czwartek (10 km) i niedzielę (12 km). Kilometraż tygodniowy dzięki temu wyniósł 35 km – jak pomyślę, że kiedyś biegałem i po 120 km to mam pewien dystans do moich wyzwaniowych zmagań 🙂 Moje obecne bieganie to jednak dość wolny trening, który i tak dla mnie jest wystarczającą intensywny z przyczyn dość prozaicznych – leniłem się trochę i póki co bieganie jest dla mnie już nie tak łatwe jak kiedyś. Pomimo w sumie dość rzadkich treningów tętno spada, co cieszy niezmiernie. Poza tym, jak teraz zacznę dociskać śrubę to co będę robił później? W planie za chwilę bieganie interwałowe i podbiegi. Inna sprawa, że aby zacząć intensyfikować treningi trzeba przyzwyczaić do wysiłku mięśnie, stawy i ścięgna oraz rozwinąć tak zwaną ogólną wytrzymałość biegową. Stąd delikatnie zwiększony kilometraż jednostkowego treningu. Nadto, zaleca się aby zimą kręcić większy kilometraż kosztem intensywności. Ja tak zawsze robiłem i wychodziło mi to na zdrowie a dokładnie „na formę” :). Wyjątkiem były biegi w II zakresie tętna, które miały przygotować mnie do maratonu – ale z tym rożnie bywało z uwagi na aurę. Ale do rzeczy, poniżej wykres poniedziałkowego treningu.

Gimnastyka siłowa

W tygodniu nie zrealizowałem  zaplanowanych treningów – z czystego lenistwa, we wtorek wykonałem jedynie 3 serie podciągań na drążku z podchwytem, dzięki czemu przez 3 dni chodziłem jak robot 🙂 Mam wyrzuty sumienia z tym związane ale cóż – jestem tylko człowiekiem 🙂 Poniżej, zestaw ćwiczeń na brzuch, które zaplanowałem na kolejny  tydzień – mam nadzieję, że będzie ciężko kolejnego dnia 🙂

Waga

Waga spada z tygodnia na tydzień. Nie są to jakieś imponujące skoki w dół – i nie o to chodzi, zwłaszcza że ja brzucha czyli tak zwanej opony nie posiadam. Ważniejsze są obwody. Waga czym spokojniej będzie redukowana tym daje większe gwarancję na ustabilizowanie się na określonym poziomie. Póki co, udało się zapinać pasek przesuwając o jedną dziurkę w tę korzystniejszą stronę. Poniżej, jak co tydzień przedstawiam wykres mojej wagi, który aktualizuję co tydzień. Niestety – z tymi pomiarami to jest różnie. Wahania na tej wadze są dość duże a spowodowane są chyba słaba jakością tego produktu. Póki co, zapisuję najniższy pomiar jaki został zarejestrowany.

Menu

Menu bez zmian czyli jem wszystko co ląduje na talerzu. Sporo owoców i warzyw – więcej białka, głównie jaja, jogurty naturalne, sery białe oraz kefiry. Dodatkowo, cały czas sporo wody. Staram się jeść częściej w mniejszych porcjach. To naprawdę żadna filozofia żywieniowa. W tygodniu lekkie grzeszki w postaci wina, jednego ciastka z pełnego ziarna z żurawiną i jednego kawałka wypieku mamy – no nie mogłem jej przecież odmówić, ale to i tak progres do grzeszków z ubiegłego tygodnia. Nie mam jednak ciśnienia na słodycze. W ślad za większą konsekwencją w obszarze żywienia jest zupełnie przyzwoite odbicie na wadze. Nie bez znaczenia jest dodatkowa aerobowa jednostka treningowa.

Cóż, z dużym optymizmem biorę się za kolejny tydzień pomny mojego lenistwa w obszarze gimnastyki. Mam jedynie nadzieję, że mój Duński przyjaciel czyta tego bloga i również z żelazną konsekwencją dąży do poprawy formy – trzymam kciuki!

Share:
Autor: Paweł Zawadzki
Hej. Jestem autorem bloga runfun.com.pl. Moją pasją jest między innymi bieganie, które z przerwami (raczej mniejszymi) uprawiam od 2008 roku. Cieszę się że zajrzałeś na moją stronę. Miłej Lektury :)